Eugenia i Sebastian zaczęli uczyć się tanga argentyńskiego w 1999 roku u Sebastiana Romero i Silviny Aguero. Na początku XXI wieku przenieśli się do stolicy Argentyny – Buenos Aires i kontynuowali naukę pod okiem Raula Bravo oraz Pablo Villaraza i Dany Frigoli. Właśnie pod kierunkiem Pabla i Dany współtworzyli grupę DNI od samego początku jej istnienia. Tak w czasie pracy w DNI jak i później dawali pokazy tanga oraz uczyli na warsztatach w wielu miastach Argentyny i Starego Kontynentu. I tak tango argentyńskie weszło permanentnie w ich życie. Ich styl tańca jest kompilacją energii Sebastiana i delikatności Eugenii.
Zapoznałem ich w czasie letniego obozu tanga. Nauka tanga z nimi to była czysta radość. Od razu zaskoczyła mnie ich staranność: lekcje fenomenalnie przygotowane, osobista praca z uczniami, jasne i klarowne wyjaśnianie problemów – to właśnie ich znak firmowy. Nie mniej istotna, a może najistotniejsza jest atmosfera na ich zajęciach – niestresująca i luźna, bez nerwowości – umożliwia ona na dogłębne przyswojenie tematu i nie powoduje mentalnego utrudzenia.
Sebastian i Eugenia to jedna z najlepszych par nauczycieli tanga argentyńskiego jakich znam i bardzo serdecznie ich polecam, także początkującym.
Pewna dyskusja prowadzona przy pomocy poczty internetowej:
„Sprawa tyczy się mojego zdania, że Arce poszedł do przodu, natomiast Chicho utknął. Pragnę wyjaśnić skąd urodził mi się taki pogląd. Zatem, do roboty!!
Chicho.
Znudzony, znużony, obrzydliwy dziad odwalający z wielką łachą swoją robotę i nieszanujący swojej (GENIALNEJ!!) partnerki. Chłop jest tak rozbisurmaniony, że dostaje w trakcie tańca brawa z ABSOLUTNIE dla mnie niezrozumiałych powodów! Szajba mu odbiła i widać to w każdym kroku tego pokazu.
Na tym i na innych pokazach z tego okresu tańczy bardzo przeciętnie, niechlujnie i nieelegancko. Być może ma gorszy moment…
A jeszcze rok temu było zgoła odwrotnie, mi odbierało mowę…
A teraz o Arce.
1. Po pierwsze japę ma prostaka i palanta i nie ma o czym mówić.
2. Po drugie nigdy za jego tańcem nie przepadałem i
3. po trzecie, jak zapewne wiesz, nigdy nie byłem i nie jestem zwolennikiem „domu latających sztyletów”, jednak…ale po kolei…
Mając na uwadze powyższe punkty, prześledź bieg wydarzeń
Uwielbiam walczyk „Pobre flor”, a wykonanie balmacedów (mimo, że się rąbnęli w środku) jest nie do pobicia ze względu na dynamikę, interpretację i miękką „słodycz” Julka oraz jego miliony kroczków na sekundę:
Ponieważ ostatnio wałkowaliśmy temat walczyków, to przyszło mi do głowy zerknąć jak „Pobre flor” tańczą inne pary. Kilka mistrzowskich nazwisk przejrzałem ale, nie wliczając balmacedy, z przykrością musiałem przyznać że bezkonkurencyjny był Arce…
Tak oto Arce po latach niełaski wrócił do mnie i postanowiłem dać mu szansę. Oglądałem jego pokazy i… no cóż, kulawo to on nie tańczy ale położył mnie na łopatki tym:
Choć powtarzam – nie lubię tego typu tańca, to zatańczyli genialnie i z ogromnym ogniem. Nigdy wcześniej nie widziałem na żadnym pokazie żeby Arce tańczył w ten sposób, więc wnioskuję że facet nie osiadł na laurach, tylko (sporo!) ćwiczy i mu się chce!!
Co do Mariany, może i jest sztywna, ale sucz bosa chodzi mu jak petarda i ani drgnie z osi. Nie porównuję jej do Sepulvedy, tylko życzę każdej partnerce żeby miała taką dynamikę, uziemienie i świadomość reakcji
Oto skąd moje zdanie o Chich vs Arce, którym się wczoraj z Tobą podzieliłem na milo ”
Odpowiedź:
„Odpowiedź na Twój e-mail nie jest oczywista. Ogólnie nie przepadałem za stylem jednego i drugiego, ale wszystko zmieniło się w Lizbonie.
Co do Arce – nie twierdzę, że facet nie umie tańczyć – umie i to świetnie, a ten Pobre Flor jest zatańczony tak jak lubię (może to nie choreografia, które w ich wykonaniu wkurzają mnie strasznie) – bardzo podoba mi się interpretacja muzyki (że też muszę to napisać!), natomiast co do Marianki zdania nie zmienię – wygląda na twardą (choć może nie w tym Pobre Flor), jest twarda i sztywna w trzymaniu, a że wybić się z osi nie da… czołgu też rączkami nie przepchniesz Może dlatego na warsztatach dostała ode mnie w drugim kroku kopa – nie jestem przyzwyczajony przykładać takiego wektora do partnerki.
Oczywiście w żadnej mierze nie polemizuje z punktami 1,2,3, które napisałeś, wygląda jak palant, zachowuje się jak palant i być może to daleko idący wniosek – jest palantem. Darowałbym mu wszystkie te wady, gdyby genialnie poprowadził warsztaty. Na pewno umie – KiM zachwalali go bardzo jako nauczyciela. Nazwać te warsztaty rozczarowaniem byłoby gruuubym niedomówieniem. Ględził (czasami niegłupio, czasami absolutnie bez sensu) jakieś 70% czasu, ewidentnie wsłuchany w swoje słowa. Cholera, niech napisze książkę! Pokazał jakiś układ (zaczynało się to giro z dwoma voleos i sacadą partnera) i… róbcie. Przy okazji serwował oczywiście swoje „złote mysli”, z których najbardziej zdenerwowała mnie następująca: „moi nauczyciele to w ogóle nic nie mówili tylko pokazali układ i nawet go nie powtórzyli”. Dobra bucu, ale czy oni dostawali za godzinę 400 Euro! Zakończył układ potwornie trudnym do poprowadzenia obrotem z ciągłym przyspieszeniem i według mnie w colgadzie – tłumacząc nic. Po tym koncercie sprawności nauczycielskiej już nie miałem ochoty wracać do niego na zajęcia – z jednych udało nam się uciec do Chicho!
Jestem więc do niego uprzedzony – kropka! Może stąd moja niska ocena jego pokazów – choć faktycznie wybrane przez ciebie „Pobre Flor” ogląda się z dużą przyjemnością.
W Lizbonie nie pokazał nic co by mi się spodobało, ani przy pokazach, ani na warsztatach: http://www.milongaequilibrium.waw.pl/Text_tango_lizbona_2010.aspx http://www.milongaequilibrium.waw.pl/Text_tango_lizbona_sebastian_mariana.aspx
Co do Chicho – nie rozumiałem o co ten hałas – fajnie tańczy, bardzo ładnie interpretuje muzykę, ale żeby się zachwycać…
Na początku pierwszej milongi, pokazał się dokładnie tak jak o nim piszesz „Znudzony, znużony, obrzydliwy dziad odwalający z wielką łachą swoją robotę…” A potem stał się cud. Trochę trudno to opisać, ale naprawdę jest coś w tym jak tańczy! Słowo, które przychodzi mi do głowy to magia i to trzeba przeżyć, a nie obejrzeć. Każdy ruch jest dla mnie idealnie podporządkowany muzyce… Ech! Jedyny bis w Lizbonie. Potem oglądałem filmy i to nie jest to samo. http://www.milongaequilibrium.waw.pl/Text_tango_lisbona_chicho_juana.aspx
Ja raczej bym go posądzał o jakiś lekki autyzm bardziej niż arogancję. Zabawne było, że miejsce do ukrycia, a na milongach ukrywał się! znalazł sobie przy stoliku za nami tylko w ostatnim rzędzie. Siedział cichutko z rozmarzonym uśmiechem – przezabawne!
A warsztaty – naprawdę bardzo dobre, dobrze przygotowane, dobrze poprowadzone, przecudna Juana do pomocy (według mnie jedna z najlepszych tancerek, jej umiejętność przetwarzania energii jest niesamowita) – co chcieć więcej!
Poza tym mocno nam się podlizał – w czasie warsztatów zapytany tłumaczył, sam to raczej nie podchodził (w odróżnieniu od Juany), ale na jednych warsztatach w czasie, kiedy coś ćwiczyliśmy, podszedł do nas i z cicha zamruczał „esssso”! J i T nazwali to „metafizycznym kontaktem z mistrzem”
Z tej dyskusji wyciągam stąd wniosek, że tak naprawdę najważniejsze jest, który jest w lepszym nastroju – wtedy lepiej tańczy, lepiej prowadzi lekcje etc. Trafiliśmy na dobre dni Chicho (i genialne Juany) oraz kiepskie Arce i Marianki.
Pewnie to cała tajemnica tak krańcowo różnych opinii na ich temat ”
i zakończenie:
„Hehe… czytając Twojego maila miałem właśnie taką myśl, jaką skwitowałeś swój list, mianowicie, że wszystko zależy od pokazów jakie się obejrzy na yt, na żywo, z którym się weźmie lekcje i jakie a przede wszystkim DNIA danego maestro, czyli którą nóżką raczył wstać w dniu pokazu czy lekcji…
Zatem na dobrą sprawę nasze dywagacje są kompletnie bezproduktywne, bo gadamy o wyższości św Bożego Narodzenia nad Wielkanocą… ://”
Milonga „Equilibrium” odbywa się w każdą środę w Warszawie, w klubie o tej samej nazwie, w alejach Jerozolimskich 147 w godzinach 20:30-24:00.
Przed milongą odbywa się praktika, gdzie przez półtorej godziny można poćwiczyć swoje tangowe umiejętności pod okiem nauczycieli tanga. W czasie praktiki odbywa się także mini-lekcja tanga „open-level”, a dzięki temu, że nauczyciele prowadzący wymieniają się, można zaznajomić się z różnymi stylami tanga, a także różnym do tanga podejściem, dzięki czemu rozszerzają się nasze tangowe horyzonty. Pozwala to lepiej wybrać naszą własną drogę nauki tanga. Zdarza się, że gościnnie występują nauczyciele z Buenos Aires.
W czasie milongi panuje swobodna, niestresująca atmosfera, bez „dress-codu”. Bar oczywiście znajduje się na miejscu. Największą zaletą milongi jest muzyka grana przez znanych i uznanych DJ-ów (choć czasami dajemy szansę początkującym DJ-om). Z reguły królują piękne, klasyczne tanga, ale często można zatańczyć także do bardziej współczesnych rytmów. Mniej więcej raz na miesiąc odbywają się pokazy tanga argentyńskiego (najczęściej około godziny 23-ciej), czasami zdarza nam się zatańczyć także chacarerę. Wstęp zarówno na praktikę, jak i na milongę – bezpłatny.
Milonga ma swoją witrynę internetową pod adresem http://www.milongaequilibrium.waw.pl/, na której oprócz informacji o wydarzeniach i gościach milongi można znaleźć wieści o tangowym życiu stolicy. Najwięcej miejsca zajmują informacje o nauce tanga: rozpoczynające się kursy tanga argentyńskiego dla początkujących, warsztaty tanga, szkoły i nauczyciela tanga, filmy z warsztatów itp. Można tam także znaleźć starannie i na bieżąco aktualizowany serwis z informacjami o milongach w Warszawie oraz informacje o innych tangowych wydarzeniach.
Pytania tego typu pojawiają się dość często zarówno w rozmowach jak i w korespondencji i zawsze powodują moją konsternację. Co jest powodem tej konsternacji? Zacznijmy może od początku.
Tango, które kocham, to taniec towarzyski (w odróżnieniu od tanga turniejowego, jakie można oglądać w telewizji, na przykład w „Tańcu z gwiazdami”). Znaczy to, że tańczymy ten taniec dla przyjemności, dla zabawy w dobrym towarzystwie. Na parkiecie przekłada się to na hasło „ty tańczysz dla mnie, ja tańczę dla Ciebie”. Techniczne zaawansowanie to tylko środek do tego, żeby było nam w tańcu przyjemnie i nic więcej. Oczywiście im mamy większe doświadczenie, tym większa szansa na udane tango, choć z reguły wzrastają też oczekiwania od partnera – cóż, takie życie.
Nie oznacza to, że na parkiecie można się zachowywać egoistycznie, nie jesteśmy przecież na nim sami, inni też przyszli dobrze się bawić. I to właśnie może być podstawowym problemem dla początkujących. Ale poruszania się na milondze nie można nauczyć się na kursie czy na warsztatach. Oczywiście potrzebna jest wiedza dotycząca tego, jakie są zasady zachowania się na parkiecie (ale to z reguły nie jest problemem, wystarczy na przykład przeczytać artykuł „Milongowy kodeks” na stronie Equilibrium) oraz doświadczenie, którego nie można niczym zastąpić. Im szybciej wkroczysz na milongowy parkiet, tym lepiej.
Jeżeli nie czujesz się na siłach pójść na klasyczną milongę, wybierz się na milongę dla początkujących. Tam przekonasz się, że nie taki diabeł straszny i nawet na dość zatłoczonej sali i przy niewielkich umiejętnościach technicznych można w miarę sprawnie nawigować. Moim zdaniem nie jest to konieczne, ale może pomóc w przełamaniu się i w uwierzeniu we własne siły.
A jak to się ma do milongi Equilibrium? Jednym z naszych, jako gospodarzy Equilibrium, głównych założeń jest to, że nasza milonga ma być przyjazna dla początkujących. Właśnie dla początkujących, których doświadczenie tangowe mierzone jest w tygodniach lub miesiącach, adresowana jest praktika przed milongą.
Po praktice, na początku milongi nie jest bardzo tłoczno i można cieszyć się stosowaniem świeżo zdobytych umiejętności. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby bawić się do samego końca imprezy, jednak wraz ze wzrastającą ilością tańczących należy zachować większą ostrożność. Stosujmy się do zasad, a wszyscy będziemy się dobrze bawili.
Nie ma nic takiego jak milonga dla zaawansowanych.
Jeżeli czujesz się nieco zagubiony, podejdź do mnie, porozmawiaj ze mną, to z całą pewnością spowoduje, że poczujesz się pewniej. Poznaj ludzi, którzy tak jak ty, chcą się bawić tańcząc tango. Proś nieznajomych do tańca, w ten sposób przestaną być nieznajomymi. Spróbuj poprosić lepiej tańczacych/tańczące i nie obrażaj się, jeżeli Ci odmówią. Nie zawsze muszą mieć ochotę zatańczyć z Tobą, ale to nie oznacza, że odmówią Ci następnym razem. Jeżeli brakuje Ci odwagi, żeby poprosić kogoś do tańca bezpośrednio, stosuj „Cabeceo” (bardzo polecamy ten sposób, także paniom), wszyscy, którzy mają do czynienia z tangiem dłużej, wiedzą co to jest. Przyjdź na milongę ze znajomymi z kursu, będziesz czuł się pewniej.
Baw się z nami, milonga to przecież normalna impreza.
Strona jest moderowana, a więc każdy artykuł musi być zatwierdzony przez administratora. Publikowane będą tylko artykuły związane z tangiem argentyńskim. Jeżeli artykuł liczy co najmniej 800 znaków ze spacjami można w tekście wstawić do trzech odnośników (linków) do innych stron, w innym przypadku odnośniki nie są dopuszczalne. Na stronie można publikować artykuły reklamowe.
Najnowsze komentarze